Urodził się 4 lutego 1920 r. w miejscowości Teplik (ZSRR) w rodzinie Ludwika i Florentyny (zd. Pawłowska). Mieszkał w Szepietówce, tam też ukończył dziesięć klas. Okres od 1932 do 1933 r. wspominał z nieudawanym smutkiem: „(…) był wtedy wielki głód. Zakładali kołchozy i rekwirowali wszelką żywność, a kułaków wysyłali na Sybir. Dostawało się 400 gramów chleba, dzieci dostawały po 200 gramów. Czasami można było coś kupić, ale pod wielkim strachem. Gotować nie było co. Spróbowaliśmy wszystkiego: trawy, zielska, komosy, liści wiśni, korzeni dzikiej marchwi, różnych korzonków, a także pokrzyw. Dziś powiedzą, że to nieprawda.(…) a tak było. U nas wtedy konia ukradli (…). Najmłodszy mój braciszek, Józef, nie przetrwał tego głodu”. Od 1940 roku mieszkał w Rajgródku. Stamtąd zabrano go do wojska w Łucku, do oddziałów pomocniczych na lotnisku. W tym samym roku powędrowali do Nowak. Opowiadał o tych wydarzeniach: „Odziani byliśmy byle jak, nogi owinięte mieliśmy szmatami, popuchnięci byliśmy od głodu (…)”. Tuż po Bożym Narodzeniu tego samego roku Ignacy wstąpił do Armii Krajowej (27 Dywizja, a jego pseudonim to „Gruby”). Bardzo często okres wojenny wspominał w ten sposób: „(…) był to czas rzezi ukraińskich, trzeba było się bronić. Było wtedy ogólne zamieszanie, rozprzestrzeniała się propaganda sowiecka i niemiecka. Ruscy szli na Bóg. Mnie i osiemnastu innych partyzantów wysłali do Ruskich w okolicy Prypeci.(…) Chcieli nas przerzucić z powrotem na tereny okupowane przez Niemców, na same tyły wroga. Myśmy się na to nie zgodzili. Wtedy NKWD zatrzymało nas jako podejrzanych o dywersję. Zażądaliśmy, aby nas wyleczyli, gdyż byliśmy w bardzo złym stanie zdrowotnym. Chcieliśmy, aby dopiero po tym przekazali nas do polskiej armii.(…) Trafiliśmy do II Armii, później już szliśmy z tym wojskiem. Ubrali nas, nakarmili i karabin też nam dali. Tak było do 8 marca 1946 r.” Po wojnie nastąpił czas organizacji życia od nowa i przede wszystkim szukania swoich bliskich. W tym też celu wyjechał na tereny województwa zielonogórskiego. Ale szybko postanowił, że pojedzie do Szczecina, gdyż, jak sam bardzo często podkreślał: „Zielonogórskie mi nie odpowiadało, (…) wobec tego pojechałam do Szczecina. Jeszcze były tam wojska sowieckie, które miały opuścić te tereny do 20 kwietnia”. Był świadkiem rozbrajania oficerów polskich, rozbierania fabryk, ładowania maszyn na wagony. Często wspominał, że Sowieci zabierali wtedy ze sobą naprawdę wszystko. Okazało się, że Szczecin stał się dla Ignacego miejscem, w którym miał spędzić resztę swojego życia. I chociaż pierwotnie tego nie planował, pozostał w nim na zawsze. Otrzymał gospodarstwo rolne na terenie Skolwina przy ul. Łomżyńskiej 6. W 1951 r. zawarł związek cywilny z Marią Kulesza z domu Josephi, która była wdową po bracie, a w roku 1956 Ignacy i Maria zawarli związek małżeński w kościele w Stołczynie. Z tego małżeństwa zrodziło się dwoje dzieci: Stanisław (ur. 1951) i Irena-Maria (1954). Ignacy sprawował także opiekę nad Józefem, który był synem Marii z pierwszego małżeństwa. Był świadkiem ślubu: Pytlik-Leśniewska. Zmarł 17 listopada 2005 r. w Szczecinie. Pochowany został 21 listopada 2005 r. na cmentarzu w Policach. [KZ 2005/24]
Odznaczenia: m.in. Medal za zdobycie Berlina (02 maja 1945 r.), Krzyż Walecznych (13 lipca 1945 r.), Medal za udział w walkach o Berlin (05 maja 1971 r.), Medal Zwycięstwa i Wolności (21 listopada 1974 r.).
Ostatnia zmiana: 12.05.2017